„Cierpienie i choroba są wpisane w tajemnicę życia człowieka na ziemi. Ważne jest, aby umieć odczytać zamysł Boży, kiedy cierpienie puka do naszych drzwi, a kluczem do jego zrozumienia jest krzyż Chrystusa” (św. Jan Paweł II).

  • O nas
  • Aktualności
  • Apostolstwo Chorych
    • Apostolstwo Chorych
    • Wspólnota
    • Miesięcznik „Apostolstwo Chorych”
    • Statut
    • Kontakt – Apostolstwo Chorych
  • Świadectwa
  • Dla kapelanów
    • Ważne dokumenty
    • Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia
    • Kapelani Diecezji Siedleckiej
  • Czytelnia
  • Kontakt
Menu
  • O nas
  • Aktualności
  • Apostolstwo Chorych
    • Apostolstwo Chorych
    • Wspólnota
    • Miesięcznik „Apostolstwo Chorych”
    • Statut
    • Kontakt – Apostolstwo Chorych
  • Świadectwa
  • Dla kapelanów
    • Ważne dokumenty
    • Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia
    • Kapelani Diecezji Siedleckiej
  • Czytelnia
  • Kontakt

Znaki nadziei – entuzjazm życia

Znaki nadziei – entuzjazm życia

Zapewne wielu z nas miało okazję oglądać w telewizji, może nawet uczestniczyć w liturgii Mszy św., procesjach przemierzający miasta, w której uczestniczyli mieszkańcy Afryki, krajów latynoskich czy innych „gorących” nacji. Towarzyszą im tańce, śpiew, bogata mimika emocje, a przede wszystkim manifestowana na wszelkie sposoby radość. Bywa, że – choć w mniejszym stopniu – owa radość znana jest nam z doświadczenia rekolekcji charyzmatycznych, oazowych czy wspólnego pielgrzymkowego wędrowania. Jesteśmy razem, nadajemy „na tych samych falach”, problemy zdają się jawić odlegle, mało ważne. Rzecz w tym, że dobry czas szybko się kończy, wracamy do codzienności i….

…dajemy się pochłonąć szarzyźnie, smutkowi.

„Poprawne” parafialne liturgie, gdzie obowiązkowa jest poważna smutna mina, obcość stojącym obok ludzi „zgrzytają” w konfrontacji z „pielgrzymkowymi” czy charyzmatycznymi celebracjami.  A przede wszystkim „dopada” nas życie ze swoimi problemami, dylematami moralnymi, drożyzną, niepewnością przyszłości, „wyścigiem szczurów”, bombardującymi nas newsami o wojnach, kłótniach, hejtem, zaciśniętymi pięściami i ustami współtowarzyszy podróży w komunikacji miejskiej czy pociągu wiozących nas do szkoły czy pracy etc. Gubi się radość. Optymizm zamienia się niejednokrotnie w pesymizm. Opadamy z sił, obojętniejemy. „Ewangelizacyjny potencjał” spada do zera.

Patrzą na nas ludzie z zewnątrz. Wiedzą, że wiara jest dla nas ważna, Bóg jest pierwszy. A tu… zmokły kapiszon…

Pisał J. P. Sartre o chrześcijanach: „Uwierzył bym w tego waszego Boga, gdybyście wyglądali na bardziej odkupionych”.

„Wiśta wio – jak powtarzał bohater znanego serialu – łatwo powiedzieć”.

Dlaczego tak się dzieje? Jaki błąd popełniamy w naszym myśleniu? Dlaczego ginie entuzjazm wiary? Jak go odnaleźć? – i nie zgubić w szarzyźnie życia?

Ja jestem!

Julian Tuwim pisał: „pesymista to optymista z praktyką życiową”. Czy miał rację? Z pewnością wiele osób mu przytaknie, uważając, że optymiści to ludzie niepoprawni, naiwni, oderwani od rzeczywistości. Bo czyż można patrzeć na świat wierząc, że wszystko się uda, skoro każdego dnia tyle spraw „nie wychodzi”?

Zapewne trzeba by przytaknąć tezie poety, gdy by nie jeden ważny szczegół: nadziei nie ma tam, gdzie nasze spojrzenie kończy się na horyzoncie rzeczywistości. Zaczyna jej brakować w momencie, gdy zapominamy o obecności Tego, który nadzieję zamienił w pewność, stał się jej gwarantem. Który zawsze JEST.

Bez Boga ani do proga – głosi staropolskie porzekadło. Gdy Go zabraknie, pojawiają się pustka i lęk. To dlatego – w poganiejącym na potęgę świecie – jednym z najpopularniejszych specyfików, o który pytają ludzie w aptekach, są antydepresanty.

Trudno w tym momencie nie wspomnieć o wydarzeniu, którego świadkami (i uczestnikami) stali się uczniowie. Pamiętacie? „Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: «Panie, ratuj, giniemy!» A On im rzekł: «Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?» Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza” (por. Mk 4,35-41).

Ciekawe, że gdy Bóg objawia się ludziom – myślę o Starym i Nowym Przymierzu – często wypowiada słowa: „Nie bój się”. Słyszeli je prorocy, patriarchowie, Maria, Józef, apostołowie, świadkowie zmartwychwstania. Ponoć 365 razy padają w Biblii – symbolicznie jeden raz na każdy dzień roku…

Nie jesteś sam. Jesteś dzieckiem Bożym! On się zatroszczy o Ciebie. Nie wszystko (na szczęście) od ciebie zależy! Jesteśmy stworzeni przez Niego i odkupienie krwią Chrystusa. Każdy z nas jest kimś jedynym, niepowtarzalnym, wyjątkowym. Kiedyś podczas kazania dla dzieci któreś z nich powiedziało: „Na świecie żyją miliardy ludzi, a każdego nas Pan Bóg zna, kocha tak, jakby był jedynakiem”.

Pięknie pisze o tym Izajasza (rdz. 9): „Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi. Mówił Syjon: «Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał». Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (w.13-15).

Gdy się doświadczy tej prawdy, pierwszym duchowym owocem staje się pokój. A zaraz za nim przychodzi radość („Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa” – Ga 5,22-23).

Doskonale miał tego świadomość św. Paweł. Pisał: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli! Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami” (Flp 4,4-12).

Ale to nie wszystko. Podsumujmy krótko.

Powiedzieliśmy sobie, że entuzjazm, radość, pokój są darem Bożym owocem Ducha. Niczym niezasłużonym. To prawda. Ale są rzeczy, sprawy, które zależą od nas. I to my, poprzez wolne akty woli, decydujemy o jakości naszego życia. O ty, czy będzie w nim radość i nadzieja czy pustka i pesymizm.

Poszukajmy zatem odpowiedzi na pytanie: jak sobie radzić z „gorzkościami naszymi powszednimi”.

Poza siebie

Zapytano kiedyś, czego ludzie najbardziej żałują umierający ludzie. Jedną z najczęstszych odpowiedzi było: „tego, że nie żyłem swoim życiem – zawsze próbowałem do czegoś „doskoczyć”, komuś dorównać. I to mi zabierało spokój, siły, ciągle czułem się nieszczęśliwy. A szczęcie przecież było o krok”.

Parę miesięcy temu jeden z portali internetowych podał szokującą informację: kilkadziesiąt procent klientów (częściej klientek) kupuje luksusowe towary, po czym po paru dniach zwraca je. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Chodzi o zdjęcie z torebką channel, fotkę w topowej kiecce, butach itp., które później można wrzuć na konto w portalu społecznościowym i zebrać lajki. Błysnąć nie swoim światłem. A potem szukać jego kolejnych refleksów.

Życie na pokaz, nieustanna gra. Puste w środku. Podlane frustracją, goryczą, udawaniem. Życie jako ciągła gonitwa i szukanie szczęścia tam, gdzie go nie ma. Puste i bez nadziei.

Gorzkość niszczy młodość, gdy konfrontacja z rzeczywistością prowadzi do beznadziei.

Gorzkość niejednokrotnie dotyka też starości. Niesamowite jest (i smutne!), gdy ludzie, którzy przeżyli ze sobą w małżeństwie 50 lat i więcej potrafią uprzykrzyć sobie życie u jego kresu. Dlaczego? „Dawniej mogłem po kilkanaście godzin robić i krzepy w rękach nie brakowało” – tłumaczy mi siedemdziesięcioczteroletni mężczyzna. „A dziś… eee… parę razy siekierą machnę i oddechu złapać nie mogę!”. Albo: „Dzieci zapomniały o nas. Nie obchodzimy ich. Są, a jakby ich nie było” – mówiąc te słowa pani Jadwiga dyskretnie ociera łzę. Starość i cierpienie? Bieda? Samotność?… Owszem. Można by wyliczać dalej. I pewnie jeszcze wiele powodów by się znalazło.

Gorycz towarzyszy ludziom, którzy z jakichś względów nie podjęli trudu realizacji swoich marzeń. Być może zabrakło im odwagi, być może wybrali to co „powinni” a nie to czego tak mocno pragnęli.

Często do goryczy krótką drogą prowadzą nasze nierealne oczekiwania i „chciejstwa”. Warto więc pielęgnować w sobie umiejętność cieszenia się z rzeczy małych, stawiania sobie adekwatnych do naszych możliwości celów. Marzenia pozostaną tylko marzeniami, jeżeli nie przełożymy ich na plany, a planów nie zaczniemy realizować. Jeżeli to się uda, to doskonale. Jeżeli nie, może trzeba je zmodyfikować. Ważne jest też, by pamiętać, iż sztuką jest czerpanie radości z samego podążania tą ścieżką.

Zbyt duża koncentracja na przeszłości, rozpamiętywanie tego co się nie udało, powoduje, że każdy dzień teraźniejszości nigdy nie jest w pełni przeżyty i dorzuca swój kamyczek do koszyczka naszych frustracji. Przeżywajmy zatem świadomie dzień dzisiejszy, czerpiąc satysfakcję z tych małych codziennych rzeczy, patrząc z optymizmem w przyszłość i budując ją, wyciągając naukę z przeszłości.

Są rzeczy, na które mamy w życiu wpływ, zależą od naszych postaw, decyzji – i warto wtedy „stanąć na głowie”, aby o nie walczyć. Ale są i takie, na które są poza nami. To np. czas, proces starzenia się, nowe wyzwania technologiczne, które trudno zrozumieć. To, że nigdy nie będzie mnie stać na wymarzone auto, luksusowe wczasy, nie zostanę drugim Billem Gates’em. Że nie zostanie zauważone dobro, które po sobie pozostawiłem – bo nie umiem się odpowiednio medialnie „sprzedać”.

Być sobą

Trzeba pamiętać, że zawsze znajdą się lepsi, młodsi, bardziej przebojowi. Nie porównywać się z innymi, bo każdy z nas ma swoją drogę, jest jedyny i niepowtarzalny przed Bogiem – nie było przedtem nikogo takiego i nigdy potem nie będzie. Nie warto uparcie czekać na oklaski, tytuły i godności, ponieważ one nie są ważne (wg Jezusa to nawet lepiej: „Czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego.” – Łk 6, 35). Nie na sensu się złościć się, gdy innym się wiedzie lepiej, są sprytniejsi, potrafią się „ustawić” czy kupić przychylność przełożonych piarowskimi sztuczkami. Są głęboko nieszczęśliwi goniąc za błyskotkami – tylko jeszcze o tym nie wiedzą.

Nie warto porównywać się z innymi, bo każdy z nas ma swoją drogę, jest jedyny i niepowtarzalny przed Bogiem – nie było przedtem nikogo takiego i nigdy potem nie będzie. Tomasz a Kempis w książeczce „O naśladowaniu Chrystusa” pisze: „Nie przejmuj się zbytnio tym, kto jest za tobą, a kto przeciw tobie. Troszcz się o to i tak postępuj, żeby Bóg był z tobą we wszystkim, co czynisz. Jeśli będziesz miał czyste sumienie, Bóg będzie twym dobrym obrońcą” (rdz. 11, pkt 1,3).

Trzeba żyć swoim życiem. Tomasz a Kempis notuje: „Moglibyśmy cieszyć się głębokim pokojem, gdybyśmy się nie zajmowali tym, co inni mówią i robią, a co do nas nie należy. Jak może żyć dłuższy czas w pokoju ktoś, kto miesza się do cudzych spraw, szuka okazji spotkań poza domem i niewiele czasu poświęca na wewnętrzne skupienie? […] Największą przeszkodę stanowi to, że nie uwolniliśmy się od namiętności i pożądań oraz nie próbujemy wejść na doskonałą drogę świętych” (rdz. 11, pkt 1,3).

Nie warto przejmować się tym, co inni mówią o mnie. „Nie trap się, że ktoś o tobie źle pomyślał lub powiedział coś, czego niechętnie słuchasz – radzi niemiecki zakonnik i mistyk. Jeśli jesteś zwrócony ku swojemu wnętrzu, nie będziesz się szczególnie przejmował słowami przylatującymi z zewnątrz” (rdz. 3, pkt 28. Warto modlić się za swoich wrogów, ponieważ modlitwa ta wyzwala i rodzi odwagę. Burzy mury, które szata z taką pieczołowitością wokół nas wznosi.

Trzeba umieć odejść, gdy nadejdzie czas. Nie chodzi tu tylko zewnętrzną rezygnację ze stanowiska, pełnionej roli w społeczeństwie czy rodzinie – raczej o duchową dyspozycję. Często źródłem goryczy jest kurczowe trzymanie się przeszłości, lęk przed usunięciem się w cień, przekazaniem steru młodszym – dzieciom, tym, którzy podejmą dalej dzieło. Pogodzić się z faktem, że w którymś momencie domowe gniazdo pustoszeje – dzieci. Niczym ptaki, odlatują w świat. Zrozumieć, że przecież po to otrzymały życie, wychowanie, aby któregoś dnia odeszły.

Warto modlić się za swoich wrogów, ponieważ modlitwa ta wyzwala i rodzi odwagę. Burzy mury, które szatan z taką pieczołowitością wokół nas wznosi.

Trzeba być wdzięcznym, jak najczęściej dziękować – Bogu i ludziom! Pamiętać wszystko, co było dobre i zapominać doznane krzywdy. Człowiek wdzięczny ma w sobie światło, niczym magnes przyciąga do siebie innych – rozgoryczony i roszczeniowy powoli umiera od jadów, które w sobie nagromadził. Toksyny, które z taką pieczołowitością kolekcjonuje, zniszczą w nim nawet te resztki wiary, nadziei, które w nim pozostały. Piekło będzie miało z niego pociechę… „Wdzięczność ma tę cudowną własność, że odpędza lęk, uładza duszę – jak pisze Tomasz a Kempis, ponieważ „z nieuporządkowanej miłości i nieuzasadnionego lęku rodzi się niepokój serca i zamęt w sferze zmysłów” (rdz. 3, pkt 28)

Aby obronić się przed goryczą i zgorzknieniem, nie zgubić entuzjazmu życia, warto zbudować dystans do siebie. Ks. Tadeusz Dajczer w „Rozważaniach o wierze” wiele miejsca poświęca cnocie dobrego humor! Bezwzględnie poważni byli faryzeusze – a przez to śmieszni w swoim zamknięciu i skostnieniu. „Chrześcijańskie poczucie humoru pomoże ci w zapasach z drugim przeciwnikiem, jakim jest twoje własne «ja»”. To bożek śmiertelnie ważny, nietykalny i absolutny!” (s. 87) Humor pozwala go strącić z tronu, zdemaskować próżność i pychę. Dostrzec komizm sytuacji, gdy „pyłek na wietrze” rości sobie pretensje, by być kreatorem świata!

Zamiast pointy

Entuzjazm życia, radość Bożego dziecięctwa nie musi manifestować się tak samo, ja to robią latynosi czy mieszkańcy czarnej Afryki. Jesteśmy „ludem Północy”, inaczej przezywamy swoje życie, inaczej okazujemy emocje. One mogą być, ale nie muszą.

Entuzjazm życia staje się znakiem nadziei, gdy wypływa z głębokiego doświadczenia prawdy, że BÓG JEST. Życia nią na co dzień. Świadomości swojego wybrania i bycia kochanym. Cała reszta jest tego konsekwencją.

ks. Paweł Siedlanowski (Konferencja na Pieszą Pielgrzymkę Podlaską 2025 r.)

Czytelnia

SPES NON CONFUNDIT, BULLA OGŁASZAJĄCA JUBILEUSZ ZWYCZAJNY ROKU 2025

SPES NON CONFUNDIT BULLA OGŁASZAJĄCA JUBILEUSZ ZWYCZAJNY ROKU 2025 __________________________________________ „Spes non confundit”, „nadzieja zawieść nie może” (Rz5, 5). W imię nadziei Paweł Apostoł napełnia

Czytej dalej »
30 lipca 2025

Gdzie one są?

Co się stanie z moim nienarodzonym dzieckiem? Gdzie znajduje się jego dusza? Co z dziećmi aportowanymi, które pozbawiono prawa do imienia, pamięci, grobu? Na co

Czytej dalej »
8 listopada 2021

ULECZYĆ LUDZKIE SERCE. SAKRAMENTY W SŁUŻBIE DUCHOWEGO ODRODZENIA CZŁOWIEKA.

Głoszenie słowa Bożego i posługa uzdrawiana, którą rozpoczął Chrystus, nadal są kontynuowane w Kościele. Dzieje się to dzięki łasce Ducha Świętego, którym Kościół został obdarzony.

Czytej dalej »
20 września 2021

Jak dobrze przeżyć żałobę?

Żałoba po stracie bliskiej osoby to złożony, ale też bardzo potrzebny proces. Nie da się go przyspieszyć, pominąć, nie ma też idealnej recepty na jej

Czytej dalej »
11 sierpnia 2021

Jak umiera człowiek?

 Jest wiele definicji śmierci, jednak samo umieranie jest procesem, którego nie można zredukować do jednego momentu. O odchodzeniu pisze Jan Kaczkowski, ksiądz, bioetyk, szef hospicjum

Czytej dalej »
11 sierpnia 2021

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA NA XXIX ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO 2021 r.

Obchody XXIX Światowego Dnia Chorego, które odbędą się 11 lutego 2021 r., we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, to odpowiedni moment, by zwrócić szczególną uwagę na chorych i na tych, którzy się nimi opiekują, zarówno w miejscach przeznaczonych na ich pielęgnację, jak i na łonie rodziny czy wspólnot.

Czytej dalej »
17 czerwca 2021

  

Duszpasterstwo Chorych Diecezji Siedleckiej
ul. Piłsudskiego 62
08-110 Siedlce

Diecezjalny duszpasterz chorych – Ks. Paweł Siedlanowski
kontakt@duszpasterstwochorych.pl
tel. 503 174 170

© 2021 Duszpasterstwo Chorych Diecezji Siedleckiej